Jak chronić know-how przed kradzieżą? Za pomocą tajemnicy przedsiębiorstwa. Kradzież know-how jest jednym z czynów nieuczciwej konkurencji, najczęściej właśnie polegającym na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa.
Poniżej znajdziesz artykuł na ten temat. Możesz o tym posłuchać również w podcaście.
Gdzie możesz posłuchać mojego podacastu:
Google Podcasty
Spotify
Spis treści
Co to jest know-how
Jak chronić know-how
Kradzież know-how przez pracownika i konkurenta
...
Jak chronić know-how przed kradzieżą? Za pomocą tajemnicy przedsiębiorstwa. Kradzież know-how jest jednym z czynów nieuczciwej konkurencji, najczęściej właśnie polegającym na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa.
Poniżej znajdziesz artykuł na ten temat. Możesz o tym posłuchać również w podcaście.
Gdzie możesz posłuchać mojego podacastu:
Google Podcasty
Spotify
Spis treści
Co to jest know-how
Jak chronić know-how
Kradzież know-how przez pracownika i konkurenta
Pozew o zaniechanie produkcji urządzeń naruszających tajemnicę przedsiębiorstwa
Wyrok sądu
Jak doszło do naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa
Problemy dowodowe i brak bezpośrednich dowodów
Co zdaniem sądów jest tajemnicą przedsiębiorstwa dotyczącą produkcji urządzenia
Podsumowanie
Co to jest know-how
O tym, co rozumiemy przez know-how, decyduje praktyka biznesowa. Nie ma tu jednej wiążącej prawnej definicji. Najczęściej chodzi o wiedzę i doświadczenie, które dają firmie przewagę konkurencyjną. Mogą to być informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne, handlowe lub marketingowe. Albo jakiekolwiek inne, ważne, by miały wartość gospodarczą. Możemy więc mieć know-how produkcyjne, handlowe, marketingowe, organizacyjne, i tak dalej.
Wartość know-how wynika z jego poufności. Po to przecież je zdobywamy, by nikt poza nami z niego nie korzystał. Jeżeli wszyscy coś wiedzą, to żadna z tego przewaga konkurencyjna.
Zdobywanie know-how ma to do siebie, że trwa długo i jest kosztowne. Wymaga wielu doświadczeń, niepowodzeń, zwiedzania ślepych uliczek. Nawet zwiedzanie ślepych uliczek jest wartościowe, ponieważ wtedy zdobywasz tak zwane negatywne know-how, czyli wiedzę o tym, co nie działa. Inni, żeby się tego dowiedzieć, też muszą wydać pieniądze i poświęcić swój czas.
Know-how wcale nie musi być jakąś bardzo zaawansowaną wiedzą. Czasami wystarczy drobiazg. Ważne, by robił różnicę. Może to być informacja, dzięki której usługa lub produkt jest lepszy, tańszy lub bardziej konkurencyjny, albo informacja, że coś w ogóle jest możliwe do zrobienia.
Jak chronić know-how
Know-how podlega ochronie jako tajemnica przedsiębiorstwa, pod warunkiem, że spełnia łącznie trzy ustawowe przesłanki:
- jest poufne,
- ma wartość gospodarczą właśnie dlatego, że jest poufne,
- i do tego przedsiębiorca podjął racjonalne działania w celu ochrony jego poufności.
Tylko tyle i aż tyle. Niestety nie zawsze udaje się spełnić wszystkie te trzy przesłanki (więcej na temat definicji tajemnicy przedsiębiorstwa znajdziesz w tutaj).
Żeby zdobyć know-how, potrzebne są pieniądze i czas. Zwłaszcza czas. Zdarza się, że właśnie czas jest tą szczególną przewagą konkurencyjną, która daje premię pierwszeństwa. Wiadomo przecież, że kto jest pierwszy na rynku, ten z reguły zdobywa lepszą pozycję. Im dłużej nie ma konkurencji, tym lepiej. Konkurencja musi go gonić.
Jak pokazuje życie, niektórzy nie mają ochoty tracić swojego czasu i swoich pieniędzy na zdobywanie know-how. Chodzą na skróty. Korzystają z cudzego know-how. Skracają sobie w ten sposób czas niezbędny do wejścia na rynek, wdrożenia nowego produktu czy nowej usługi, albo udoskonalają swój produkt, usługę lub ogólnie firmę. Najczęściej naruszając w ten sposób tajemnicę przedsiębiorstwa.
I tu powstaje pytanie, jak tacy grasanci dobierają się do cudzego know-how?
Nie powiem nic odkrywczego, jeżeli stwierdzę, że nośnikami naszego know-how są pracownicy. Nasze know-how jest zapisane w ich umysłach, zapamiętują je i z reguły nic nie muszą zabierać ze sobą z firmy, by skopiować nasz produkt albo model biznesowy. Co nie zmienia faktu, że jednak zabierają, zwłaszcza gdy informacja jest bardziej skomplikowana.
Gdy rozmawiam z właścicielami firmy albo z członkami zarządu o zabezpieczeniu firmy przed konkurencją ze strony kluczowych pracowników, to niekiedy słyszę, że nie boją takiej konkurencji. Że w ich biznesie próg wejścia jest tak wysoki, i tu oczywiście pada jakaś wysoka kwota w milionach, że to jest niemożliwe, by jakikolwiek pracownik był w stanie otworzyć taki biznes.
Ja mam na to zwykle jedną odpowiedź – zawsze znajdzie się większa ryba.
Te miliony same przyjdą do waszego pracownika, zwłaszcza gdy jest specjalistą. Przyniesie je wasz klient albo dostawca i zaproponuje mu udział w spółce, funkcję członka zarządu, dyrektora, albo po prostu da mu wyższe wynagrodzenie. Taki „inwestor” z reguły już wie, że nie inwestuje w ciemno. Wie, ile można zarobić na tym produkcie albo na usłudze.
I to chyba wszystko w temacie progu wejścia.
Dzisiaj opowiem wam o sprawie, która dotyczyła podobnej sytuacji. Jest to wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 lutego 2014 r., sygn. akt V CSK 176/13.
Chociaż wyrok dotyczy informacji o produkcji urządzenia, to wnioski w nim zawarte mają zastosowanie do każdego innego know-how, w tym dotyczącego produkcji i sprzedaży towarów albo świadczenia usług. Zwłaszcza, że usługi bywają bardzo specjalistyczne.
Kradzież know-how przez pracownika i konkurenta
Sprawa wyglądała następująco.
W pewnej spółce był sobie pewien specjalista, który najpierw pracował na stanowisku konstruktora, a następnie awansował i został kierownikiem Działu Rozwoju.
Przy zatrudnieniu podpisał oświadczenie o zapoznaniu się z regulaminem pracy, który określał, co rozumie się przez tajemnicę przedsiębiorstwa pracodawcy. Jako przykłady tajemnic podano w regulaminie między innymi dokumentację techniczną, technologiczną i produkcyjną, informacje o rozwiązaniach konstrukcyjnych, projektowych, wynalazkach i know-how, a także dokumentację handlową.
Spółka ta jako jedyna produkowała i sprzedawała pewne urządzenia. Oprócz niej tylko bardzo duże firmy oferowały podobne urządzenia, ale miały one jednak inną budowę.
Projekty tych urządzeń znajdowały się w formie elektronicznej na serwerze spółki, a dostęp do nich mieli tylko członkowie zarządu, dyrekcja i niektórzy kierownicy, w tym również nasz kierownik Działu Rozwoju.
I chyba temu kierownikowi Działu Rozwoju przestało się podobać w pracy, ponieważ zaczął szukać nowej.
Znał wiceprezesa pewnej spółki, która w tej sprawie będzie pozwana. Ten wiceprezes namawiał jego i kilku innych pracowników powodowej spółki do przejścia do jego firmy. Planował bowiem rozpoczęcie produkcji takich samych urządzeń, jakie produkowała powódka, a nasz kierownik Działu Rozwoju miał uruchomić tę produkcję.
Kierownik Działu Rozwoju zaczął więc przygotowywać się do zmiany pracy.
I powiedzmy sobie jasno, że geniuszem zbrodni to on nie był.
Jako że nie był autorem oprogramowania, poprosił programistę powódki o zgranie na jego prywatny laptop zawartości sterowanych cyfrowo maszyn, w tym programów komputerowych. Na podstawie tych programów można było, bez dokumentacji technicznej, wykonać gotowe elementy urządzeń produkowanych przez powódkę. Natomiast, co bardzo ważne w tej sprawie, samo stworzenie od podstaw jednego takiego programu do produkcji nowego urządzenia, zajmowało kilka miesięcy.
Gdy programista odmówił skopiowania tych danych, to kierownik Działu Rozwoju poinformował go, że sam to zrobi.
Zapytał też innego pracownika powódki, który konstruował prototypy urządzeń i pisał oprogramowanie, gdzie znajdują się jego projekty. Zbierał wszelkie informacje dotyczące maszyn, urządzeń i zaplecza mechanicznego, gdzie można kupić takie same maszyny i za jaką cenę. Rozmawiał o tym z programistą za pośrednictwem komunikatora internetowego. Namawiał też pracowników powódki do przejścia do pracy u pozwanej.
Zasadniczo ustalał wszystko co było potrzebne, by w nowej firmie jak najszybciej rozpocząć produkcję tych urządzeń.
Bardzo ciekawa jest chronologia dalszych wydarzeń.
21 października 2009 r. stwierdzono, że w pokoju kierownika Działu Rozwoju pracuje jego komputer, do którego podłączony jest dodatkowy twardy dysk, a na ekranie monitora wyświetla się komunikat o przerwaniu pobierania danych.
Jak ustalono, na tym twardym dysku znajdowały się dokumenty handlowe powódki, z których wynikało, co komu i za jaką cenę sprzedała, kosztorysy ofertowe, dokumentacja handlowa, dokumentacja urządzeń produkowanych przez powódkę oraz oprogramowanie do tych urządzeń.
25 października 2009 r., czylicztery dni później, powódka rozwiązała z kierownikiem umowę o pracę bez wypowiedzenia.
Natomiast już 3 listopada 2009 r. był on zatrudniony w pozwanej firmie.
Powódka bezzwłocznie poinformowała pozwaną spółkę o działaniach swojego byłego pracownika i o przyczynach jego zwolnienia z pracy.
Nie zniechęciło to jednak pozwanej ani do jego dalszego zatrudnienia, ani do powierzenia mu zadania polegającego na zaprojektowaniu nowych urządzeń, których produkcję zamierzała podjąć.
Pierwsze takie urządzenie pozwana wyprodukowała już w dniu 1 grudnia 2009 r., czyli niecały miesiąc od zwolnienia kierownika Działu Rozwoju przez powódkę.
Co więcej, już z chwilą jego zatrudnienia pozwana utworzyła Dział Elektroniki i ogłosiła do niego nabór. Pracownicy zostali zatrudnieniu w grudniu 2009 r. i w styczniu 2010 r., a 3 lutego 2010 r. były pracownik powódki był kierownikiem tego działu.
W kwietniu 2010 r. pozwana miała już w swojej ofercie nowe urządzenia, stanowiące przedmiot sporu, które dotychczas były produkowane tylko przez stronę powodową. Stała się więc drugą firmą oferującą taką samą gamę urządzeń, co powódka.
Urządzenia, których spór dotyczył, produkowane przez pozwaną, były w sześciu przypadkach jednakowe w sensie konstrukcyjnym i funkcjonalnym z urządzeniami powódki, a w trzech przypadkach do nich podobne. Żadne z nich nie miało znamion nowości.
View more