Tajemnica Przedsiębiorstwa

Tajemnica Przedsiębiorstwa

https://tajemnica-przedsiebiorstwa.pl/feed/podcast
0 Followers 15 Episodes Claim Ownership
Jak chronić przewagę konkurencyjną: tajemnica przedsiębiorstwa i zakaz konkurencji

Episode List

Jak wygrać sprawę o karę umowną za naruszenie zakazu konkurencji

Feb 23rd, 2021 4:46 PM

Co oznacza złamanie zakazu konkurencji i jak wygrać sprawę o karę umowną za złamanie zakazu? Na te pytania odpowiadam w tym odcinku mojego podcastu. Przeczytaj też: Co musisz wiedzieć zanim podpiszesz umowę o zakazie konkurencji?Jak ustalić wysokość kary umownej za złamanie zakazu konkurencji? Omawiam wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 27 czerwca 2019 r., III APa 7/19, w sprawie, w której pracodawca pozwał byłego pracownika o karę umowną za złamanie zakazu konkurencji. W podcaście TP015 dowiesz się: Co musisz zrobić, by wygrać sprawę o karę umowną za naruszenie zakazu konkurencji, Jak pracownik może się bronić w sprawie o naruszenie zakazu konkurencji, Czy musisz udowodnić szkodę, Co oznacza miarkowanie kary umownej, Do jakiej wysokości sądy obniżają karę umowną za złamanie zakazu konkurencji, Czy warto zastrzegać karę umowną wyższą od odszkodowania, jakie ma otrzymać pracownik. Linki do wyroków i artykułów, o których mowa w tym odcinku podcastu: Pracodawco, uważaj na terminy płatności. Opóźnienie w zapłacie odszkodowania może spowodować ustanie zakazu konkurencji. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 27 czerwca 2019 r., III APa 7/19 Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 listopada 2010 r. II PK 108/10 Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z dnia 6 grudnia 2019 r., III APa 48/19

TP 014. Tajemnica przedsiębiorstwa w agencji marketingowej – rozmowa z adwokatem Bartoszem Gajkiem

Oct 12th, 2020 5:00 AM

Tym razem jako gość adwokata Bartosza Gajka, prowadzącego podcast prawniczy dla agencji marketingowych Na ratunek kreatywnym, rozmawiam o tajemnicy przedsiębiorstwa i umowie o zachowaniu poufności, czyli NDA, w praktyce agencji marketingowych. Bardzo dziękuję mecenasowi Gajkowi za miłą rozmowę, która, jak mam nadzieję, zapoczątkuje serię podcastów o ochronie klientów i pomysłów w agencjach marketingowych. Rozmawiamy między innymi o tym: co to jest tajemnica przedsiębiorstwa w agencji marketingowej, co robić, by chronić swoje wartościowe informacje biznesowe, jak na przykład klienci i informacje o ich obsłudze, tajemnicą przedsiębiorstwa, co to jest kara umowna za naruszenie umowy o zachowaniu poufności, jak ustalać jej wysokość i co robić, gdy jest ewidentnie zbyt wysoka. Warto również wejść na następujące strony: blog i podcast adwokata Bartosza Gajka o prawie agencji marketingowych Na ratunek kreatywnym strona kancelarii prawnej Gajek Partnerzy profil mec. Bartosza Gajka na LinkedIn, gdzie jest bardzo aktywny artykuł na moim blogu i odcinek podcastu o umowie o zachowaniu poufności (NDA). 

TP 013. Jak chronić know-how. Kradzież know-how. Tajemnica przedsiębiorstwa dotycząca produkcji urządzenia. Analiza wyroku Sądu Najwyższego

Oct 4th, 2020 8:50 PM

Jak chronić know-how przed kradzieżą? Za pomocą tajemnicy przedsiębiorstwa. Kradzież know-how jest jednym z czynów nieuczciwej konkurencji, najczęściej właśnie polegającym na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa. Poniżej znajdziesz artykuł na ten temat. Możesz o tym posłuchać również w podcaście. Gdzie możesz posłuchać mojego podacastu: Google Podcasty Spotify Spis treści Co to jest know-how Jak chronić know-how Kradzież know-how przez pracownika i konkurenta Pozew o zaniechanie produkcji urządzeń naruszających tajemnicę przedsiębiorstwa Wyrok sądu Jak  doszło do naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa Problemy dowodowe i brak bezpośrednich dowodów Co zdaniem sądów jest tajemnicą przedsiębiorstwa dotyczącą produkcji urządzenia Podsumowanie Co to jest know-how O tym, co rozumiemy przez know-how, decyduje praktyka biznesowa. Nie ma tu jednej wiążącej prawnej definicji. Najczęściej chodzi o wiedzę i doświadczenie, które dają firmie przewagę konkurencyjną. Mogą to być informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne, handlowe lub marketingowe. Albo jakiekolwiek inne, ważne, by miały wartość gospodarczą. Możemy więc mieć know-how produkcyjne, handlowe, marketingowe, organizacyjne, i tak dalej. Wartość know-how wynika z jego poufności. Po to przecież je zdobywamy, by nikt poza nami z niego nie korzystał. Jeżeli wszyscy coś wiedzą, to żadna z tego przewaga konkurencyjna. Zdobywanie know-how ma to do siebie, że trwa długo i jest kosztowne. Wymaga wielu doświadczeń, niepowodzeń, zwiedzania ślepych uliczek. Nawet zwiedzanie ślepych uliczek jest wartościowe, ponieważ wtedy zdobywasz tak zwane negatywne know-how, czyli wiedzę o tym, co nie działa. Inni, żeby się tego dowiedzieć, też muszą wydać pieniądze i poświęcić swój czas. Know-how wcale nie musi być jakąś bardzo zaawansowaną wiedzą. Czasami wystarczy drobiazg. Ważne, by robił różnicę. Może to być informacja, dzięki której usługa lub produkt jest lepszy, tańszy lub bardziej konkurencyjny, albo informacja, że coś w ogóle jest możliwe do zrobienia. Jak chronić know-how Know-how podlega ochronie jako tajemnica przedsiębiorstwa, pod warunkiem, że spełnia łącznie trzy ustawowe przesłanki: - jest poufne, - ma wartość gospodarczą właśnie dlatego, że jest poufne, - i do tego przedsiębiorca podjął racjonalne działania w celu ochrony jego poufności. Tylko tyle i aż tyle. Niestety nie zawsze udaje się spełnić wszystkie te trzy przesłanki (więcej na temat definicji tajemnicy przedsiębiorstwa znajdziesz w tutaj). Żeby zdobyć know-how, potrzebne są pieniądze i czas. Zwłaszcza czas. Zdarza się, że właśnie czas jest tą szczególną przewagą konkurencyjną, która daje premię pierwszeństwa. Wiadomo przecież, że kto jest pierwszy na rynku, ten z reguły zdobywa lepszą pozycję. Im dłużej nie ma konkurencji, tym lepiej. Konkurencja musi go gonić. Jak pokazuje życie, niektórzy nie mają ochoty tracić swojego czasu i swoich pieniędzy na zdobywanie know-how. Chodzą na skróty. Korzystają z cudzego know-how. Skracają sobie w ten sposób czas niezbędny do wejścia na rynek, wdrożenia nowego produktu czy nowej usługi, albo udoskonalają swój produkt, usługę lub ogólnie firmę. Najczęściej naruszając w ten sposób tajemnicę przedsiębiorstwa. I tu powstaje pytanie, jak tacy grasanci dobierają się do cudzego know-how? Nie powiem nic odkrywczego, jeżeli stwierdzę, że nośnikami naszego know-how są pracownicy. Nasze know-how jest zapisane w ich umysłach, zapamiętują je i z reguły nic nie muszą zabierać ze sobą z firmy, by skopiować nasz produkt albo model biznesowy. Co nie zmienia faktu, że jednak zabierają, zwłaszcza gdy informacja jest bardziej skomplikowana.  Gdy rozmawiam z właścicielami firmy albo z członkami zarządu o zabezpieczeniu firmy przed konkurencją ze strony kluczowych pracowników, to niekiedy słyszę, że nie boją takiej konkurencji. Że w ich biznesie próg wejścia jest tak wysoki, i tu oczywiście pada jakaś wysoka kwota w milionach, że to jest niemożliwe, by jakikolwiek pracownik był w stanie otworzyć taki biznes.  Ja mam na to zwykle jedną odpowiedź – zawsze znajdzie się większa ryba. Te miliony same przyjdą do waszego pracownika, zwłaszcza gdy jest specjalistą. Przyniesie je wasz klient albo dostawca i zaproponuje mu udział w spółce, funkcję członka zarządu, dyrektora, albo po prostu da mu wyższe wynagrodzenie. Taki „inwestor” z reguły już wie, że nie inwestuje w ciemno. Wie, ile można zarobić na tym produkcie albo na usłudze. I to chyba wszystko w temacie progu wejścia.  Dzisiaj opowiem wam o sprawie, która dotyczyła podobnej sytuacji. Jest to wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 lutego 2014 r., sygn. akt V CSK 176/13. Chociaż wyrok dotyczy informacji o produkcji urządzenia, to wnioski w nim zawarte mają zastosowanie do każdego innego know-how, w tym dotyczącego produkcji i sprzedaży towarów albo świadczenia usług. Zwłaszcza, że usługi bywają bardzo specjalistyczne. Kradzież know-how przez pracownika i konkurenta Sprawa wyglądała następująco. W pewnej spółce był sobie pewien specjalista, który najpierw pracował na stanowisku konstruktora, a następnie awansował i został kierownikiem Działu Rozwoju. Przy zatrudnieniu podpisał oświadczenie o zapoznaniu się z regulaminem pracy, który określał, co rozumie się przez tajemnicę przedsiębiorstwa pracodawcy. Jako przykłady tajemnic podano w regulaminie między innymi dokumentację techniczną, technologiczną i produkcyjną, informacje o rozwiązaniach konstrukcyjnych, projektowych, wynalazkach i know-how, a także dokumentację handlową. Spółka ta jako jedyna produkowała i sprzedawała pewne urządzenia. Oprócz niej tylko bardzo duże firmy oferowały podobne urządzenia, ale miały one jednak inną budowę. Projekty tych urządzeń znajdowały się w formie elektronicznej na serwerze spółki, a dostęp do nich mieli tylko członkowie zarządu, dyrekcja i niektórzy kierownicy, w tym również nasz kierownik Działu Rozwoju.    I chyba temu kierownikowi Działu Rozwoju przestało się podobać w pracy, ponieważ zaczął szukać nowej.   Znał wiceprezesa pewnej spółki, która w tej sprawie będzie pozwana. Ten wiceprezes namawiał jego i kilku innych pracowników powodowej spółki do przejścia do jego firmy. Planował bowiem rozpoczęcie produkcji takich samych urządzeń, jakie produkowała powódka, a nasz kierownik Działu Rozwoju miał uruchomić tę produkcję. Kierownik Działu Rozwoju zaczął więc przygotowywać się do zmiany pracy. I powiedzmy sobie jasno, że geniuszem zbrodni to on nie był. Jako że nie był autorem oprogramowania, poprosił programistę powódki o zgranie na jego prywatny laptop zawartości sterowanych cyfrowo maszyn, w tym programów komputerowych. Na podstawie tych programów można było, bez dokumentacji technicznej, wykonać gotowe elementy urządzeń produkowanych przez powódkę. Natomiast, co bardzo ważne w tej sprawie, samo stworzenie od podstaw jednego takiego programu do produkcji nowego urządzenia, zajmowało kilka miesięcy. Gdy programista odmówił skopiowania tych danych, to kierownik Działu Rozwoju poinformował go, że sam to zrobi. Zapytał też innego pracownika powódki, który konstruował prototypy urządzeń i pisał oprogramowanie, gdzie znajdują się jego projekty. Zbierał wszelkie informacje dotyczące maszyn, urządzeń i zaplecza mechanicznego, gdzie można kupić takie same maszyny i za jaką cenę. Rozmawiał o tym z programistą za pośrednictwem komunikatora internetowego.  Namawiał też pracowników powódki do przejścia do pracy u pozwanej.  Zasadniczo ustalał wszystko co było potrzebne, by w nowej firmie jak najszybciej rozpocząć produkcję tych urządzeń. Bardzo ciekawa jest chronologia dalszych wydarzeń. 21 października 2009 r. stwierdzono, że w pokoju kierownika Działu Rozwoju pracuje jego komputer, do którego podłączony jest dodatkowy twardy dysk, a na ekranie monitora wyświetla się komunikat o przerwaniu pobierania danych. Jak ustalono, na tym twardym dysku znajdowały się dokumenty handlowe powódki, z których wynikało, co komu i za jaką cenę sprzedała, kosztorysy ofertowe, dokumentacja handlowa, dokumentacja urządzeń produkowanych przez powódkę oraz oprogramowanie do tych urządzeń. 25 października 2009 r., czylicztery dni później, powódka rozwiązała z kierownikiem umowę o pracę bez wypowiedzenia. Natomiast już 3 listopada 2009 r. był on zatrudniony w pozwanej firmie.   Powódka bezzwłocznie poinformowała pozwaną spółkę o działaniach swojego byłego pracownika i o przyczynach jego zwolnienia z pracy. Nie zniechęciło to jednak pozwanej ani do jego dalszego zatrudnienia, ani do powierzenia mu zadania polegającego na zaprojektowaniu nowych urządzeń, których produkcję zamierzała podjąć. Pierwsze takie urządzenie pozwana wyprodukowała już w dniu 1 grudnia 2009 r., czyli niecały miesiąc od zwolnienia kierownika Działu Rozwoju przez powódkę. Co więcej, już z chwilą jego zatrudnienia pozwana utworzyła Dział Elektroniki i ogłosiła do niego nabór. Pracownicy zostali zatrudnieniu w grudniu 2009 r. i w styczniu 2010 r., a 3 lutego 2010 r. były pracownik powódki był kierownikiem tego działu.  W kwietniu 2010 r. pozwana miała już w swojej ofercie nowe urządzenia, stanowiące przedmiot sporu, które dotychczas były produkowane tylko przez stronę powodową. Stała się więc drugą firmą oferującą taką samą gamę urządzeń, co powódka. Urządzenia, których spór dotyczył, produkowane przez pozwaną, były w sześciu przypadkach jednakowe w sensie konstrukcyjnym i funkcjonalnym z urządzeniami powódki, a w trzech przypadkach do nich podobne. Żadne z nich nie miało znamion nowości.

TP 012. Jak nie stracić praw do nazwy, logo, znaku towarowego. Rozmowa z rzecznikiem patentowym Mikołajem Lechem

Jan 24th, 2020 11:16 AM

Tym razem rozmawiam z rzecznikiem patentowym Mikołajem Lechem o tym, jak chronić nazwę, logo, czy znak towarowy. Cenna wiedza, uzupełniająca wiedzę o tajemnicy przedsiębiorstwa i zakazie konkurencji. O czym rozmawiamy: czym zajmuje się rzecznik patentowy, co daje znak towarowy, jak uzyskać ochronę znaku towarowego, czym różni się znak towarowy zarejestrowany od niezarejestrowanego, czy wykupienie domeny zastępuje znak towarowy, jak można utracić znak towarowy, co robić, by nie utracić znaku towarowego, nieco o patentach, ale więcej na ten temat w następnym odcinku z Mikołajem Lechem. Więcej o rzeczniku patentowym Mikołaju Lechu znajdziesz na jego blogu i podcaście: Prawna ochrona znaków towarowych, czyli co musisz wiedzieć, by chronić swoją markę. Zapraszam do słuchania.

TP 011. Jak chronić pomysł. Na przykładzie sprawy o kradzież pomysłu na produkt w branży zabawkarskiej

Oct 16th, 2019 9:56 AM

Pytanie, jak chronić pomysł na biznes, jest coraz bardziej aktualne. Na kradzież pomysłu narażeni są przedsiębiorcy, wynalazcy, wspólnicy, kreatywni pracownicy, start-upy oraz ci, którzy jeszcze nie są przedsiębiorcami, ale chcieli by nimi zostać. Zastanawiasz się, czy twój pomysł na biznes może podlegać ochronie w trakcie negocjacji z potencjalnym kontrahentem? Zapraszam do przeczytania artykułu, a jeżeli wolisz, to do wysłuchania podcastu, na temat tego, jak chronić pomysł na produkt. Opowiadam o tym na przykładzie sprawy sądowej, którą w Stanach Zjednoczonych zna każdy prawnik.  Gdyby sprawa toczyła się w Polsce, wynik powinien być taki sam. Jak chronić pomysł na biznes lub produkt? Bardzo nieładnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie, ale gdy ktoś mnie pyta, jak chronić pomysł, to od razu pytam, o jaki pomysł chodzi?  Ponieważ to, o jaki pomysł chodzi, ma duże znaczenie. Rozwiązanie, które nadaje się do ochrony jednego pomysłu, często nie nadaje się do ochrony innego. Gdy mówimy o prawnej ochronie pomysłu na biznes lub produkt, to najczęściej w jednym zdaniu wymieniamy wzór przemysłowy, prawo autorskie, znak towarowy oraz oczywiście tajemnicę przedsiębiorstwa. I chociaż wszystkie te sposoby ochrony pomysłu są skuteczne, to nie każdy nadaje się do ochrony każdego pomysłu. Dzisiaj skupię się na tajemnicy przedsiębiorstwa. Nie dlatego, że akurat specjalizuję się w ochronie tajemnicy przedsiębiorstwa, ale dlatego, że jest ona pierwszym etapem życia każdego patentu, wzoru przemysłowego, a czasami również prawa autorskiego i znaku towarowego. Wszystko zaczyna się od niej.    Początek firmy Historia dzieje się w latach dziewięćdziesiątych na pograniczu Kanady i Stanów Zjednoczonych, chociaż równie dobrze mogłaby dziać się w Bytomiu.  Niejaki Robert Clausi razem ze swoim szwagrem, Scottem Moore, zakładają spółkę o nazwie PlayWood Toys Inc. Mają ambitny plan, by produkować wysokiej jakości zabawki z drewna klonowego. Firma jest dwuosobowa, Clausi jest projektantem, a Moore zajmuje się całą resztą. Nie mają żadnych pracowników i żadnego zaplecza technicznego. Gdy Clausi coś zaprojektuje, to prototyp wykonuje właściciel zakładu stolarskiego, z którym współpracują, Mario Borsato. Tutaj drobna uwaga, otóż szwagrowie zawarli z Mario Borsato umowę o zachowaniu poufności. Jest styczeń 1992 r. Szwagrowie z PlayWood Toys postanowili pokazać światu swoje zabawki na wystawie w Toronto. Zebrali tam pozytywne recenzje i ostatecznie doszli do wniosku, że jeżeli chcą zaistnieć na rynku, to muszą pojechać na duże targi zabawek do Nowego Jorku. Spotkanie na targach Na początku 1993 r. pojechali więc na targi do Nowego Jorku. Wystawili tam prototypy swoich zabawek.   Przy ich stanowisku zatrzymał się Roy Wilson. Przedstawił się jako projektant zabawek z firmy Learning Curve Toys Inc. Powiedział, że Learning Curve Toys ma licencję na sprzedaż i rozwijanie pewnej linii drewnianych zabawek – pociągu i akcesoriów Thomas the Tank Engine & Friends.   Roy Willson był pod wrażeniem jakości i wyglądu zabawek naszych szwagrów. Jakiś czas później do stoiska podeszli członkowie zarządu Learning Curve Toys, Harry Abraham i John Lee. Oni również byli pod wrażeniem jakości prototypów PlayWood Toys. Umówili się więc, że po targach panowie z Learning Curve Toys odwiedzą szwagrów w Toronto, by porozmawiać o możliwości współpracy przy produkcji zabawek z drewna będących w ofercie Learning Curve Toys. Clausi z PlayWood Toys poprosił jednak o kilka dni czasu. Chciał przygotować się do spotkania, zapoznać się z produktami Learning Curve Toys i sprawdzić, czy firma PlayWood Toys  potrafiłaby je produkować. Tu warto przypomnieć, że PlayWood Toys nie miała własnego zaplecza i wszystko produkował dla niej Mario Borsato. Zobowiązanie do zachowania poufności pomysłu Cztery dni po targach w Nowym Jorku Harry Abraham i Roy Wilson z Learning Curve Toys odwiedzili szwagrów. Obejrzeli sobie zakład stolarski Mario Borsato, gdzie zostały zrobione wysokiej jakości prototypy, które widzieli na targach, a następnie, dalej będąc w zakładzie Borsato, wszyscy poszli porozmawiać do sali konferencyjnej. W tej sali uzgodnili ustnie, że to co sobie powiedzą, będzie poufne. Wyglądało to tak, że członek zarządu Learning Curve Toys Harry Abraham na początku rozmowy powiedział szwagrom mniej więcej coś takiego: Słuchajcie chłopaki, zamierzamy wam pokazać kilka projektów, które są bardzo poufne. Nie chcielibyśmy, by firma Brio (która była ich dużym konkurentem), dowiedziała się o tym. Tak więc chcemy uzgodnić, że to co wam powiemy będzie poufne. Na to jeden z panów z PlayWood Toys powiedział, że oni też mają kilka pomysłów, które są poufne. Jeżeli wszyscy się zgadzają, że rozmowy będą poufne, to mogą kontynuować. Po tym uzgodnieniu przystąpili do rozmów. Na początku rozmawiali o możliwości produkcji zabawek, które były w aktualnej ofercie Learning Curve Toys. Ostatecznie jednak rozmowa zeszła na pomysły PlayWood Toys na temat tego, jak produkować drewniane pociągi.   Panowie z Learning Curve Toys zwierzyli się, że o ile sprzedaż pociągów z linii Thomas The Tank jest świetna, to już sprzedaż torów jest fatalna. Wynikało to ich zdaniem z tego, że tory Learning Curve Toys praktycznie niczym nie różniły się od torów ich największego konkurenta, firmy Brio. Skoro nie było różnicy pomiędzy torami obu firm, to wiele sklepów nawet nie wystawiało torów Learning Curve Toys na swoich półkach.  Przyznali przy tym, że długo próbowali odróżnić swoje tory od torów firmy Brio, ale im się to nie udało. Abraham z Learning Curve Toys zapytał szwagrów, czy widzą jakaś możliwość, by odróżnić ich tory od torów Brio. I tu pojawiła się niespodzianka. Clausi powiedział, że myślał o tym przez ostatnie dni i ma pomysł, co zrobić, by sprzedawcy widzieli różnicę. Trzeba zrobić tak, by tory wyglądały jak prawdziwe i by pociąg jadąc po nich wydawał dźwięk. Wziął kawałek torów i narysował na nim kilka poprzecznych linii. Następnie zaprosił Borsato do pokoju konferencyjnego i poprosił go o wycięcie w torach rowków zgodnie z rysunkiem. Borsato wrócił po kilku minutach z naciętymi torami. Gdy Clausi przejechał pociągiem po torach, to nagle okazało się, że pociąg ożył i zaczął wydawać taki odgłos, jak pociąg jadący po torach. Clausi powiedział Abrahamowi, że jeżeli PlayWood Toys otrzyma kontrakt na produkcję tych zabawek, to powinni je nazwać „Clickety-Clack Track”. Panowie z Learning Curve Toys stwierdzili, że pomysł Clausiego z wycięciem rowków w torach był nowatorski. Pod koniec spotkania Roy Willson z Learning Curve Toys poprosił, czy mógłby zabrać ze sobą kawałek torów z nacięciami. Clausi bez wahania dał mu ten kawałek torów. Nie poprosił o potwierdzenie odbioru ani nie zawarli pisemnej umowy o zachowaniu poufności. Po spotkaniu Clausi zawarł w imieniu PlayWood Toys z Borsato aneks od umowy o zachowaniu poufności, gdyż chciał mieć pewność, że sprawy omawiane podczas spotkania pozostaną poufne. Poza tym zrobił na wielu dokumentach otrzymanych od Learning Curve Toys oznaczenia, że są one poufne. Chodziło o dokumenty, które zawierały informacje o produktach, które jeszcze nie zostały upublicznione. Kradzież pomysłu W całym 1993 r. panowie z Learning Curve Toys i PlayWood Toys  spotykali jeszcze się kilkukrotnie. Wiosną omawiali możliwość produkowania przez PlayWood Toys dla Learning Curve Toys drewnianych zabawek z aktualnej linii Thomas the Tank. Ostatecznie jednak oferta szwagrów została odrzucona, ponieważ, jak stwierdziła firma Learning Curve Toys, licencjodawca chciał, by zabawki były produkowane w Stanach, a PlayWood Toys  miała siedzibę w Kanadzie. Z kolei jesienią następna oferta PlayWood Toys została odrzucona dlatego, że partner biznesowy Learning Curve Toys zdecydował się wytwarzać produkty w Chinach. Jesienią kontakt między stronami się urwał. Przez następny rok strony nie prowadziły żadnych rozmów. Panowie z PlayWood Toys cały czas czekali na Learning Curve Toys. Liczyli na zawarcie umowy dotyczącej pociągów wydających dźwięk i nie występowali z tym pomysłem do innych producentów zabawek. W październiku 1994 r., czyli rok później, jeden ze szwagrów poszedł do sklepu z zabawkami kupić kilka dodatkowych pociągów, by porobić eksperymenty. Na półce znalazł drewniane tory wytwarzające dźwięk o nazwie „Clickety-Clack Track”, produkcji Learning Curve Toys. Na torach były dokładnie takie same nacięcia, jakie zrobili podczas spotkania z Learning Curve Toys w zakładzie Borsato. Learning Curve Toys reklamowała nowy pociąg jako pierwszą znaczącą innowację od czasu wymyślenia drewnianych pociągów.  Panowie z PlayWood Toys  byli w szoku. Uważali, że firma Learning Curve Toys ukradła ich pomysł na produkcję torów wydających dźwięk. Wysłali do Learning Curve Toys stosowne wezwanie. W odpowiedzi dowiedzieli się, że był to przecież pomysł Learning Curve Toys. Dodatkowo okazało się, że już w marcu 1994 r. firma Learning Curve Toys złożyła wniosek o patent na pociąg wytwarzający dźwięk. Patent został nadany w 1995 r. i z jego treści wynikało, że wynalazcą był Roy Wilson z Learning Curve Toys. Jak pamiętamy, Roy Wilson był projektantem w Learning Curve Toys i uczestniczył w spotkaniu w zakładzie Borsato. Tory Clickety-Clack Track spowodowały nadzwyczajny wzrost sprzedaży w firmie Learning Curve Toys. Do pierwszego kwartału 2000 r. uzyskali 20 mln USD ze sprzedaży torów oraz 40 mln USD ze sprzedaży torów i akcesoriów. Sprawa sądowa o kradzież pomysłu PlayWood Toys pozwała o naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa firmę Learning Curve Toys i jej przedstawicieli, Roya Wilsona, Harry Abrahamia i Johna Lee. Zostali oni wspólnie pozwani o naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa, którą był zabawkowy tor do pociągu,

Get this podcast on your phone, Free

Create Your Podcast In Minutes

  • Full-featured podcast site
  • Unlimited storage and bandwidth
  • Comprehensive podcast stats
  • Distribute to Apple Podcasts, Spotify, and more
  • Make money with your podcast
Get Started
It is Free